piątek, 18 marca 2016

Powstał czytelniczy, mamuśkowy fanpage :D

Witajcie moi Kochani!

Przybywam dziś do Was, aby z wielką radością i entuzjazmem (mam nadzieję, że choć tego nie widzicie odczuwacie mą opisaną radość, i entuzjazm przede wszystkim :D ) ogłosić...

iż...
ta daaaam...

założyłam swój czytelniczy fanpage. :))

Pragnę zaprosić Was nań serdecznie. Dzięki odwiedzinom na facebooku na bieżąco informowani będziecie o pozycjach, które czytam, co ciekawego słychać w świecie czytelniczym, jakie aktualnie interesujące promocje i konkursy książkowe odnalazłam w sieci, a także kiedy pojawią się nowe posty na blogu. Wierzę, iż konto na facebooku da nam możliwość prowadzenia wielu długich i ciekawych rozmów, głównie na tematy okołoksiążkowe, ale nie tylko. Dzięki temu będziemy mogli poznać się lepiej, więc moja radość jest tym większa. :))

Serdecznie zapraszam Was do polubienia fanpage'a


Dodatkowo w związku z tym, iż w maju miną 2 lata od kiedy wstawiłam tu swój pierwszy post, cieszę się z obecności już ponad 100 cudownych obserwatorów bloga (za co ogrooooomnie Wam dziękuję), napisałam i wstawiłam już ponad 100 postów – nie będzie cudowniejszego momentu by zorganizować rozdanie dla Was (czytelników mojego bloga) oraz "lubisiów" na fanpage'u. :D
Jako, iż mój blog ostatnio jest totalnie książkowy – nagrodami będą oczywiście książki. :)) I teraz mam pytanie. Wolelibyście, aby zestawik książek trafił do jednej osoby, czy też aby kilka osób otrzymało po jednej książce? Doradźcie! :)

I teraz zdradzę Wam mały sekret – który Ci z fanpage'a już poznali. Jedną z nagród będzie książka Jo Watson – autorki, którą pokochałam za lekturę

"Podwójne życie Pat" (recenzja tutaj)


Inne wiadomości dotyczące mojego książkowego rozdania – na bieżąco będą pojawiały się na facebooku. Zachęcam zatem do polubienia profilu, obserwowania i udostępniania wieści o nim. Im będzie nas więcej – tym więcej nagród pojawi się w rozdaniu. :))

Jeszcze raz serdecznie zapraszam Was wszystkich na fanpage


Ślę Wam moc uścisków.


niedziela, 13 marca 2016

"Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" to początkowo dość osobliwa, ostatecznie jednak cudowna książka

Od jakiegoś czasu szukam książki, która wprowadziłaby mnie w świat magii, duchów, czarownic... Mogłaby łączyć świat o którym piszę ze zwykłym, znanym nam, niemagicznym światem. Zachęcona opiniami na temat niedawno wydanych przez SQN "Osobliwych i cudownych przypadków Avy Lavender" Leslye Walton – przy okazji książkowych zakupów zamówiłam także tę. Od razu, gdy nadeszła paczuszka, nie zważając na wybraną dwunastkę w wyzwaniu "Kiedyś przeczytam", sięgnęłam po nią. Minęły zaledwie dwa dni i już jestem po lekturze. A jakie są moje wrażenia? Zapraszam Was do zapoznania się z recenzją.


Kilka słów na temat fabuły

Już na początku książki poznajemy Avę Lavender, dziewczynkę, która urodziła się ze skrzydłami. Nie jest ona ptakiem, ani aniołem, jednak przyszła na świat z tym dziwnym dodatkiem – mnóstwem ptasich piór tworzących skrzydła, których rozpiętość z każdym dniem się powiększa. Jako odmieniec, chroniona przez matkę przed niebezpieczeństwami grożącymi jej z zewnątrz, nie opuszcza murów własnego domu.

"... moja matka się martwiła. Martwiła się reakcją sąsiadów. Czy zniszczyliby mnie swoimi pogardliwymi spojrzeniami, okrutną nietolerancją? Martwiła się, że jestem jak każda inna nastolatka, z wrażliwym sercem i kruchym ego. Martwiła się, że jestem bardziej mitem i wymysłem niż ciałem i krwią. Martwiła się o poziom wapnia i białka w moim organizmie, a nawet o to, ile książek czytam."

Jednak Ava nie jest jedynym osobliwym członkiem rodziny. Okazuje się, iż każdy z rodu posiada nadzwyczajne właściwości, czy umiejętności, które dla ludzi z zewnątrz tworzą z nich ekscentryków, dziwadła. Umiejętność przepowiadania przyszłości z kształtu czaszki, współistnienie ze światem duchów, czytanie w ludzkich myślach, przechodzenie przez ściany, nadwrażliwość na zapachy pozwalająca odczytywać emocje i stany ludzkie – to tylko niektóre z umiejętności, jakimi zostali obdarzeni członkowie rodziny Avy. Przy tym wydaje się, iż nad rodziną ciąży nietypowa klątwa, jej krewni nie mogą zaznać szczęścia w miłości. Historie ich romansów przepełnione są bólem i niespełnieniem. Mama Avy zatem martwiła się...

"Martwiła się, że nie będzie mogła uchronić mnie przed wszystkimi tymi rzeczami, które zraniły ją samą: stratą i lękiem, bólem i miłością.
Zwłaszcza przed miłością."

Książka ta opowiada o życiu Avy, ale także jej prababki, mamy i innych niedalekich krewnych. Bohaterka opowiada nam historie życia swoich bliskich, a w końcu i swoją własną. 


Moja opinia

"Osobliwe przypadki Avy Lavender" to książka, która w dużej części wprawiła mnie w smutek i melancholię. W pierwszych recenzjach książki przeczytałam i usłyszałam, iż jej początkowych sto stron może wydawać się czytelnikom nieco dziwne, jednak po ich przeczytaniu – historia stanie się nam bliska, a pod koniec będziemy pod jej wielkim wrażeniem. I rzeczywiście – pierwotnie książka nie wydawała mi się nadzwyczajna. Ot... słuchałam życiowej historii babki i matki Avy. Dwóch smutnych opowieści o zawiedzionej miłości i macierzyństwie, zaprawionych szczyptą magii. Ogarnęły mnie melancholia i przygnębienie. Powieść rzeczywiście okazała się, jak jej tytuł, bardzo osobliwa. Ponad to ta szczypta magii to było dla mnie zdecydowanie za mało, oczekiwałam więcej. Zastanawiałam się, czy nie odłożyć książki na bok, gdyż wprawiała mnie raczej w nastrój depresyjny, a i akcja nie rozkręcała się tak, jak bym tego pragnęła. Z drugiej strony ciekawa byłam co wydarzy się dalej? Może jednak odłożenie jej na bok nie jest dobrym pomysłem?
Przeczytałam kilkadziesiąt kolejnych stron i książka rzeczywiście stała mi się bliska. W końcu trafiłam do świata magii w takiej ilości, jaka mi zdecydowanie odpowiadała, przeszłam do sedna, gdyż poznawałam historię głównej bohaterki. Opowieść nie była już wyłącznie przytłaczająca, a ja ciekawa byłam każdej jej kolejnej strony. Trudno było mi się oderwać od lektury. Nie poszłam spać – dopóty nie przeczytałam jej ostatniej kartki.
Mniej więcej sto stron przed końcem książki czułam się jak bym czytała pełen napięcia thriller i z całej mocy kibicowałam głównej bohaterce w jej zmaganiach. To był emocjonalny rollercoaster – i właśnie te ostatnie strony wprawiły mnie w prawdziwy zachwyt. Te pełne napięcia, a także kolejne strony, które wprowadziły do historii moc magii. Zachwyciły mnie wydarzenia opisane w taki sposób, iż każdy z nas może je dowolnie interpretować oraz nadzieja, jaką w końcu ujrzałam w książce.

Od początku ogromną sympatią darzyłam główną bohaterkę książki, jej brata, mamę i babkę. Kibicowałam im w ich zmaganiach z trudną rzeczywistością. Było mi przykro – gdy cierpieli, cieszyłam się – kiedy spotkało ich coś dobrego (bo szczęśliwie i tak się zdarzało).
Ogromnie podobały mi się przedstawione w książce postacie. Były różnorodne i charakterystyczne zarazem. Oprócz rodziny bardzo ciekawą postacią stała się dla mnie Fatima Ines de Dores, mała siostra kapitana statku de Doresa. Nawet Nathaniel Sorrows, który w Avie ujrzał anioła i doznał obsesji na jej punkcie – okazał się wyrazistą i ciekawą, choć niepokojącą czytelnika postacią.

Kiedy w końcu świat duchów na dobre wkroczył do zwykłego, śmiertelnego świata rodziny Roux – książka tylko wzmogła moje zainteresowanie.

"Przez te trzydzieści sześć lat, które minęły od śmierci Rene, przekonała się, że im bardziej ignorowała jego ducha, tym bardziej on usiłował przemówić. Gdy na niego patrzyła, widziała miejsce, gdzie miał kiedyś usta. Zdawał się wtedy krzyczeć i szaleńczo gestykulować.
(...)
Na dole zastała Henry'ego przy stole w jadalni zlizującego polewę z łyżeczki. Oni również tu byli. Cała trójka – Rene, który chodził za nią krok w krok, Margaux i kanarek, Pierette. A także ktoś, kogo Emilienne nie widziała nigdy wcześniej – małe dziecko z czarnymi włosami, gęstymi brwiami i spierzchniętymi ustami. Dziecko dotknęło dłonią zabytkowych czajniczków do herbaty, stojących na dębowym kredensie. Jego prześwitujące palce musnęły też skraje porcelanowych dzbanków.
Oni nie tylko tu byli. Do ich obecności zdążyła się już przyzwyczaić – do nieustannego świergotu Pierette, okaleczonej twarzy Rene, dziury w klatce piersiowej Margaux. Nie, najgorsze było to, że Henry z nimi rozmawiał."

"Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" to książka o rodzinie, duchach, magii, macierzyństwie, ale przede wszystkim o inności, odmienności i miłości. I choć mogłabym czepiać się, iż początkowo książka była zbyt osobliwa (nie wiadomo było, o co w niej właściwie chodzi), a za chwilę nieco nudna (ot, taka sobie zwykła, smutna historyjka) – to ostatecznie stwierdzić muszę, że warto po nią sięgnąć oraz że była to przepiękna, zdecydowanie warta przeczytania lektura.

Trudno również pominąć urok jej okładki, nie tylko tej zewnętrznej, ale również jej (tak zwanych) skrzydełek. Białe piórko na turkusowym tle – coś przepięknego. 


Wszystkim serdecznie i z całego serca polecam tę lekturę! :))

    

czwartek, 10 marca 2016

Wiedźmy, duchy i... "Łowczyni" - już wkrótce na blogu :D

Kochani!

Dziś przybywam do Was z szybką notką. :) Otóż... dowiedziałam się, iż

Wydawnictwo Jaguar (link do profilu na facebooku)

obdarzy mnie swoją niedawno wydaną książką. Ta książka to "Łowczyni". Cieszę się z tego prezentu ogromnie, bo już od jakiegoś czasu pragnęłam wkroczyć do świata: magii, czarownic i duchów. Sami zobaczcie jak pysznie się zapowiada.

 
Już rączki zacieram z zadowolenia.

A Wy jesteście tej książki równie ciekawi jak ja? Lubicie takie pozycje? :))


niedziela, 6 marca 2016

Mamuśka w świecie kryminału Agaty Christie - moja recenzja "Domu zbrodni"

Przybywam dziś do Was z recenzją przeczytanego przeze mnie na przełomie lutego i marca, niewielkiego tomiku, doskonałego "do torebki", a zarazem pierwszej mojej lekturki Agaty Christie. Tak, wiem, to wstyd i hańba potworna, że dopiero w wieku 30+, czy jak kto woli 40– - sięgnęłam po pierwszą książkę tej pisarki. Ale trudno, przyznaję się bez bicia i obiecuję solennie przy pierwszej okazji nadrobić braki w pozostałych książeczkach pochodzących spod pióra autorki. Obietnicę tę składam tym chętniej, iż "Dom zbrodni" spodobał mi się ogromnie. ;)


Co nieco na temat fabuły

Głównym bohaterem książki jest Charles, który w Egipcie pod koniec wojny poznaje dwudziestodwuletnią Sophię Leonides. Sophia zajmuje odpowiedzialne stanowisko w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Tych dwoje młodych ludzi zaprzyjaźnia się – rozmawiają ze sobą "o wszystkim", lubią umawiać się na obiady, czasem chodzą na tańce. Dopiero, gdy Charles otrzymuje rozkaz wyjazdu na Wschód i przychodzi czas rozstania – młodzieniec zdaje sobie sprawę z faktu, iż jest w Sophie zakochany. Wyznaje jej to.

"- Może się zdarzyć, że nie spotkamy się przez następne parę lat. – powiedziałem – Nie wiem, kiedy wrócę do Anglii. Ale pierwsza rzecz, jaką zrobię po powrocie, to przyjadę do ciebie i poproszę cię o rękę."

Mijają dwa lata... po których nasz bohater powraca do kraju i pragnąc dotrzymać danego słowa umawia się z Sophią na spotkanie. Sprawa zaręczyn okazuje się jednak skomplikowana. Zmarł dziadek dziewczyny. Sophia twierdzi, iż senior rodu najpewniej został zamordowany i z tego powodu ona nie może przyjąć oświadczyn Charlesa:

"- Jesteś w dyplomacji. Żony dyplomatów muszą być bez zarzutu, bardzo na to zwracają uwagę. Nie, nie mów tego, co chcesz teraz powiedzieć. To naturalne, że chcesz to powiedzieć, i myślę, że teoretycznie zgadzam się z tobą. Ale jestem dumna, i to bardzo. Chcę, żeby nasze małżeństwo było dobre w oczach wszystkich. Nie życzę sobie być symbolem twojego poświęcenia dla miłości. Poza tym może okaże się, że wszystko jest w porządku.
-To znaczy, że doktor... mógł popełnić pomyłkę?
-Nawet jeśli nie popełnił pomyłki, to i tak wszystko może się dobrze skończyć... pod warunkiem, że zabiła go właściwa osoba."

Dziewczyna nie mówi naszemu bohaterowi, co sama myśli na temat śmierci dziadka i nie chce wskazywać ewentualnych podejrzanych o morderstwo, ponieważ pragnie, aby Charles wyrobił sobie własną, obiektywną opinię na ten temat. Postanawiają, iż młodzieniec pójdzie do swego ojca, który jest zastępcą komisarza Scotland Yardu i z nim porozmawia o sprawie. W ten sposób Charles, u boku lokalnych funkcjonariuszy, zaczyna prowadzić własne śledztwo. A żeby było ciekawiej, ewentualnych podejrzanych (mieszkających w domu z zamordowanym już Arystydesem Leonidesem) jest co najmniej ośmioro. ;)

Moje wrażenia z lektury

"Dom zbrodni" spodobał mi się wielce. Poszukiwanie mordercy wśród mieszkających w jednym domu członków wieloosobowej rodziny – było doskonałym pomysłem. Poznajemy bohaterów książki i praktycznie od pierwszych stron możemy dochodzić, kto z nich dokonał morderstwa.
Książkę bez problemu można by pochłonąć przy jednym podejściu i lektura na chwilę nie znudziłaby odbiorcy. Wręcz przeciwnie, z każdą kolejną przewróconą kartką, zachęca do przeczytania jeszcze jednej strony, a potem jeszcze jednej, i kolejnej... Czytelnik może nie zorientować się, kiedy nagle znajduje się na ostatniej stronie powieści.
Autorka powoli odkrywa kolejne karty, dotyczące mieszkańców domu, ich wzajemnych relacji i sytuacji życiowych. Co krok ukazuje nowe fakty, które kierują nas ku mordercy, później jednak budzi wątpliwości "czy to może jednak nie .................... jest mordercą?". Pisarka lawiruje naszymi emocjami, co krok dodając nowe informacje, mogące mieć znaczenie dla sprawy, naprowadza czytelnika na kolejne tropy, aby na końcu kompletnie zaskoczyć go wskazaniem rzeczywistego winnego śmierci starszego pana. Być może osoby czytające kryminały na co dzień nie miałyby kłopotu ze wskazaniem winnego zbrodni, ja byłam zaskoczona rozwiązaniem sprawy. I bardzo dobrze, bo tym ciekawsza okazała się dla mnie ta lektura.
Jako, iż książkę czytałam w wolnych chwilach podczas podróży autobusem, spaceru, w urzędowych kolejkach i przerwach w pracy – czasem nie miałam możliwości dostatecznie skupić się na jej treści. Prawdopodobnie z tego powodu oraz z powodu dużej liczby potencjalnych morderców, przez długi czas nie rozróżniałam kto jest kim w powieści. Dopiero po dłuższym czasie, czytając imię i nazwisko jakiegoś członka rodziny, od razu wiedziałam o kim jest mowa. Nie przeszkadzało mi to jednak w pozytywnym odbiorze treści książki i ciągłego prowadzenia w myślach dochodzenia dotyczącego zabójcy Arystydesa Leonidesa.
Agata Christie pisze łatwym, przystępnym językiem, ponad to jej twórczość nie jest pozbawiona humoru. Z przyjemnością sięgnę po kolejne książki autorki. 


A Wy czytaliście już dzieła Agaty Christie? Co o nich sądzicie?

 

piątek, 4 marca 2016

Mój styczniowy stos :)

Kochani!

Przepraszam Was ogromnie, ale za pierwszym razem, umieszczając stosik noworocznych zdobyczy – pomyliłam się i wstawiłam zdjęcia końcoworocznych nabytków z 2015 r., które już są na blogu tutaj. 
Przy tak dużej ilości książek pojawiają się problemy z pamięcią? Ech... przepraszam i przedstawiam mój rzeczywisty styczniowy stos. :D



Pięć książek znajdujących się u dołu oraz "Ostatnia piosenka" Sparksa to moje zakupy. Poszalałam w styczniu – nie ma co. ;) Jednak obiecałam sobie, że kolejne grubasy kupię, gdy przeczytam te, które już mam, czyli "Królowie przeklęci", "Tajemna historia" i "Trzej muszkieterowie". ;D
Hm... zapomniałabym... serię "Natalie" także kupiłam, ale zapłaciłam jedynie 4 zł za sztukę, więc nie mogłam przegapić tak cudownej okazji.
Pozostałe książki pochodzą z wymian internetowych, jedynie "Rodzinne sekrety" otrzymałam od samej cudownej autorki książki – Krystyny Mirek.

 
Swoją recenzję tej cudownej powieści zamieściłam

Czy jest wśród tych pozycji taka, którą czytaliście lub chętnie byście przygarnęli? A może pochwalicie się swoimi ostatnimi zdobyczami? :))

Mój blog przekroczył niedawno liczbę 100 obserwatorów. Ogromnie Wam za to dziękuję! Jesteście cudowni! :D Ponad to niebawem miną 2 lata, od kiedy wstawiłam tu swój pierwszy post. W związku z tym planuję dla Was niespodziankę.

Tymczasem pozdrawiam Was gorąco! :)